25 maja 2016

Posted by Pani Alicja |
Narzekania kobiet na mężczyzn są prawdopodobnie równie stare jak narzekania "starych" na "dzisiejszą młodzież". Jednak czytając różne fora, dyskusje oraz rozmawiając z koleżankami widziałam, że wiele kobiet jest sfrustrowanych tym, że nie mogą znaleźć odpowiedniego partnera. I to nawet w sytuacji, gdy wydaje się, że potencjalnych kandydatów jest bardzo wielu. Sama zresztą doświadczyłam podobnej frustracji na etapie poszukiwania uległego (to jednak trochę inna historia, inny kontekst). Zatem kiedy zobaczyłam książkę Philipa Zimbardo i Nikity Coulombe pt. Gdzie ci mężczyźni? skusił mnie zarówno tytuł, jak i nazwisko autora. Philip Zimbardo to znany amerykański psycholog, autor między innymi świetnych podręczników, które pamiętam jeszcze ze studiów. I jeśli on napisał książkę o takim tytule, to znaczy, że rzeczywiście problem musi być poważniejszy i mieć głębsze przyczyny, nie jest to zwykłe narzekanie sfrustrowanych singielek.

"Gdzie się podziali atrakcyjni mężczyźni? To nie jest właściwe pytanie. Prawdziwy problem tkwi w coraz mniejszej podaży „mężczyzn piątkowych” przy coraz większym zapotrzebowaniu na nich. Mamy skończoną liczbę mężczyzn i skończoną liczbę kobiet. Średnia jakość kobiet dzisiaj rośnie: wykształcenie, sukcesy zawodowe, status ekonomiczny i tak dalej, podczas gdy równocześnie maleje liczba męskich odpowiedników z podobnymi kwalifikacjami. Wraz z coraz wyższą liczbą kobiet kończących studia i faktem, że w niemal połowie obecnych małżeństw małżonkowie mają zbliżone wykształcenie, kobiety będą miały do wyboru coraz mniejszą pulę równie wykwalifikowanych mężczyzn." Równolegle ma miejsce drugi proces: "Mamy do czynienia z rekordową liczbą facetów niedających sobie rady w szkole, nieumiejących sprostać dziewczynom w kontaktach społecznych i kobietom w sferze seksualnej."
Jakie są tego przyczyny? Według Zimbardo i Coulombe można wyróżnić ich trzy poziomy:
  • predyspozycje takie jak nieśmiałość, impulsywność, brak sumienności,
  • czynniki sytuacyjne jak wychowywanie się bez ojca, dostępność gier komputerowych i darmowej pornografii oraz
  • czynniki systemowe, polityczne i ekonomiczne, m.in. skutki równouprawnienia, wpływ mediów, braku pracy czy mniej uchwytne, jak estrogeny w środowisku.

"Ten atak z trzech stron sprawił, że wielu mężczyznom brakuje jasno wytyczonego celu i podstawowych umiejętności społecznych. Mając dwadzieścia parę, a nawet trzydzieści lat, żyją na koszt rodziców, nierzadko wręcz z nimi, rozciągając okres adolescencji na wiek dawniej zarezerwowany na robienie kariery i zakładanie rodziny."

Przyglądając się temu, dlaczego faceci grają w gry wideo i oglądają pornografię, zobaczymy, że jest to zarówno objaw, jak i przyczyna ich ogólnego upadku. Istnieje zwrotna zależność między intensywnym oglądaniem pornografii i graniem w gry, a problemami społecznymi, seksualnymi i motywacyjnymi, jedno wpływa na drugie i na odwrót. To napędza błędne koło społecznej izolacji. Zarówno gry, jak i pornografia są źródłem rozrywki i mają ciekawe oraz użyteczne zastosowania, ale mogą również stanowić ogromną stratę czasu i potencjalnie wyrządzać niektórym chłopcom psychologiczną i społeczną krzywdę.
Za nadmierne można uznać cztery godziny lub więcej dziennie spędzane na grach wideo w samotności. Trudniej jest określić, czym jest nadmierna ilość pornografii. Skutki pornografii są bardziej abstrakcyjne i powinny być rozpatrywane w kontekście indywidualnej reakcji danego człowieka. Ciemną stroną wirtualnego uzależnienia jest złudzenie, że w porównaniu z grami/pornografią realni ludzie i prawdziwe życie są nudne i niewiele warte. Pornografia w nadmiarze i pozbawiona realnego kontekstu może powodować też desensytyzację (odwrażliwienie na bodźce), kompleksy, ale też zupełnie nierealistyczne oczekiwania wobec kobiet.
"Wielu mężczyzn w Stanach Zjednoczonych uległo kompleksowi Madonny i Ladacznicy (...) Miłość bez seksu i seks bez miłości – mężczyźni ci pragną wartościowej kobiety na żonę i dziwki na kochankę. Kiedy w prawdziwym życiu spotykają kobietę, która jest dobra/seksowna, są skonfundowani i często ją odpychają – dla nich seks musi być bezosobowy. A to jest źródłem poważnych problemów z intymnością dla wszystkich zaangażowanych stron."

Innym zjawiskiem, do którego popularności przyczyniły się niestety również same kobiety, jest popularność tzw. "artystów podrywu" (pickup artist). Ostatnimi czasy pojawiło się wiele książek i szkoleń wskazujących jak skutecznie poderwać kobietę. To zestawy sztuczek i manipulacji, które robią dobre wrażenie w pierwszej chwili. Niestety rozwiązania te nie obejmują obszarów ważnych dla długotrwałej relacji, jak znajdowanie wspólnych zainteresowań, przechodzenie od obopólnej obcości do wzajemnego zaciekawienia czy wręcz przemiany w stałego partnera. Jednak Zimbardo dowodzi, że mężczyźni są tak dobrzy, jak wymagają tego od nich kobiety... i ani trochę więcej. Zbyt łatwy dostęp do seksu źle wpływa na męską motywację do osiągania innych celów życiowych. Przez lata kobiety łapały się na lep dobrej strategii marketingowej, a nie porządnej bazy i wartości, co doprowadziło do znacznego ograniczenia puli mężczyzn, z którymi dziś przyszło się zmierzyć. Faceci wiedzą, że liczy się show i to, jak dobrze się zaprezentują, przeważnie wystarczy, by osiągnąć wszystko, czego chcą od kobiety – i dla wielu właśnie o to w tej grze chodzi.
Sytuacja obecnie jest taka, że w miarę atrakcyjny mężczyzna ma w bród atrakcyjnych kobiet chętnych na seks. Dopóki mężczyzna wie, że ma dostęp do nowych partnerek i nie jest jeszcze w głębszej relacji z kobietą, dopóty w jego najlepiej pojętym interesie jest w taki związek nie wchodzić. Faceci o tym doskonale wiedzą. Co więcej, to tylko nakręca dostęp do seksu bez zobowiązań. I koło się zamyka.
Autorzy dowodzą jednak, że mimo różnic między atrakcyjnymi mężczyznami i tymi z „drugiego wyboru” wciąż istnieją "ukryte magazyny wysokiej klasy mężczyzn niezauważanych przez kobiety. Są to ci mniej rzucający się w oczy faceci z zasadami i solidnym biznesplanem, po których nie widać, co potrafią. Oni po prostu robią swoje, zamiast wybrać show – ich strategia marketingowa jest pasywna. (…) Jeżeli nie będzie żadnych zachęt dla mężczyzn traktujących związki poważnie, to kobiety doprowadzą do zaniku zapotrzebowania na nich i ostatecznie ich podaż się zmniejszy. Kobiety powinny znaleźć sposób na docenienie szczerych prób ze strony takich mężczyzn czymś więcej niż uprzejmymi wyrazami szacunku, na przykład pomóc im uzupełnić jakiś brak (pewności siebie, stylu) albo podsunąć kilka sugestii, które mogliby wykorzystać przy kolejnych wybrankach. Proponujemy, aby kobiety wzięły na siebie rolę wspierającą, ucząc mężczyzn innych sposobów budowania i utrzymywania związku."

Tak więc Drogie Panie, nie zniechęcajmy się, tylko uczmy facetów być lepszymi ;)

Na podstawie: 
Philip G. Zimbardo & Nikita S. Coulombe
Gdzie ci mężczyźni?
Tłum. Małgorzata Guzowska
PWN Warszawa 2015

4 komentarze:

  1. Witam,

    Dzieki za kolejny ciekawy wpis, nie ze wszystkim sie zgadzam. Sadze ze uczenie facetow przez kobiety bycia lepszymi nie sprawi ze beda lepsi tylko ze beda tacy jakimi kobiety chcialyby by byli. To nie zawsze sie pokrywa i, moim zdaniem, spowoduje dalsza degradacje. Wystarczy ze, zgodnie z teza wpisu, kobiety narzekaja na pokolenie mezczyzn ktore same ( mam na mysli matki owych mezczyzn) wychowaly. Kolejnym zabojca dla mezczyzn jest szkola w ktorej dzieciom na nic sie nie pozwala, najlepiej by bylo gdyby chlopcy byli tak grzeczni jak dziewczynki. Efekty sa jakie sa.

    Pozdrawiam,

    T

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, Zacznę od końca: Zimbardo też w jednym z rozdziałów książki zwraca uwagę na rolę szkoły, między innymi na sfeminizowanie zawodu nauczyciela i te wymagania, o których wspominasz. Postuluje, aby zwiększać ilość mężczyzn w zawodzie nauczyciela, a szkoła powinna być w dużo większym stopniu miejscem przygotowania do życia, a nie do rozwiązywania testów. To wymaga zmian systemowych, ale jak najbardziej jest możliwe. Jeśli chodzi o matki... dlaczego tylko matki mają odpowiadać za synów? ;) To zadanie dla obojga rodziców: "Ogrom zmian musi wyjść od rodziców. Nadszedł czas, by rodzice stawiali więcej granic i w większym stopniu byli dla swoich dzieci przewodnikami. Wyłączmy przewlekłą cyfrową stymulację i włączmy kreatywność dzieci.(...) Uczmy synów o seksie. Niezależnie od tego, czy jako rodzice czujecie się dobrze, czy źle ze świadomością, że wasz syn podjął aktywność seksualną, to na pewno chcecie, żeby w przyszłości stworzył zdrowy i pozbawiony wstydu związek z drugą osobą. Przygotowanie do tego zaczyna się od wspierania zdrowych, pozbawionych wstydu i realistycznych postaw wobec seksu w młodości." I tak dalej... fascynująca lektura, ja siłą rzeczy odniosłam się tylko do wybranych fragmentów. Polecam całość książki Philipa G. Zimbardo & Nikity S. Coulombe "Gdzie ci mężczyźni?"

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,

    Chetnie siegne po te ksiazke. Co do wychowania przez matki, mialem na mysli to ze w bardzo wielu przypadkach rodziny funkcjonuja bez ojca, rozwody itd. Nie twierdze ze jest to wina kobiet ale efekt jest taki ze brak jest w nich meskiego wzorca. Takie czasy...

    Pozdrawiam,

    T.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,

    Czasy są takie, że młodym facetom (chłopakom) się nic nie chce. Idą na łatwiznę bo wystarczy tylko bajer i laski są jak na zawołanie.
    Obserwują swojego syna i zauważyłem, że on nie musi się starać, to dziewczyny raczej starają się o niego. Jestem inżynierem i jak to niektórzy określają "złota raczka". Na siłę muszę zachęcać syna by coś ze mną zrobił, żeby coś się nauczyć, by radził sobie w codziennymi sprawami w życiu.
    Łatwość dostępu do seksu i brak właściwej edukacji i wzorów do naśladowania zmienia część męską w "maminsynki" a później jak dorosną to szukają kobiet dominujących by mówiły im co mają ze sobą czynić.

    OdpowiedzUsuń